No i to będzie w końcu mój własny debiut. Pierwszy tekst na blogu (oczywiście oprócz przywitania:P). Mam nadzieję, że choć część was dotrzyma do końca tekstu :P. A o czym chciałbym napisać? Wbrew tytułowi będzie chciałbym zaprezentować moje refleksje na temat świąt i ludzi.
23 grudnia. Wracam z pracy, mam do załatwienia jeszcze parę spraw na mieście bo wreszcie dotrzeć do domu a następnie spakować się i wyruszyć w swoje rodzinne strony . Jednak podczas przechadzania się po mieście coś mi nie odpowiadało. Rozglądałem się po ludziach siedzących w autobusie, później w tramwaju próbując odgadnąć o co chodzi? Aż tu nagle mam!. A teraz chwile z innej beczki. Obecnie mieszkam w Poznaniu mieście studentów, kultury, nauki, sportu. Mieście pięknym i w miarę spokojnym. W Miarę bo wszyscy się tu zawsze gdzieś spieszą, nikt nie pozwoli sobie na stracenie ani chwili i za to pokochałem to miasto, Za tryb jego życia, anonimowość, a na koniec dnia błogi spokój. Do czego zmierzam? No właśnie… tego ów 23 tramwaje i autobusy były prawie puste… ludzie nadal się spieszyli ale … powoli i z uśmiechem. Miasto pomimo, że pozornie się nie zmieniło to jednak można było odnieść wrażenie że powoli zasypia w śnie świątecznym. Czego to dowodzi? Że to nie budynki drogi obiekty sklepy tworzą aglomeracje.. to po prostu ludzie. Ludzie którzy przybywają do większych aglomeracji za praca, nauką lub z innych powodów tak naprawdę przybywają tu do ludzi. Nasuwa się więc kolejny wniosek ze ludzie są istotami które grupują się w stada, co więcej zdaje mi się ze im większe jest stado tym szybciej się powiększa. Ludzie po prostu kochają duże skupiska, tak jak i ja kocham – przyznam się bez bicia ;P, zakochałem się w tym mieście za to jakie jest szalone, za tępo życia, i za to jak potrafi się wyciszyć w pewnych momentach.